stop belk

Legendy

Legenda o zbójniku Ramża

Podobno prawdziwe nazwisko Ramży brzmiało Ramesz. Pochodził on ze szlachty i był człowiekiem majętnym. Popadł jednak w konflikt z prawem, czy też z kimś możniejszym od siebie, więc musiał uciekać. Schronił się niedaleko - zamieszkał w niedostępnej, zarosłej chaszczami jaskini, w lasach na wzgórzu należącym do jego dóbr. Wzgórze to od jego imienia lud nazwał potem Ramżulą lub Ramżą. Ponieważ był, jak się rzekło, człowiekiem bogatym, zabrał ze sobą do jaskini skrzynie pełne talarów. Zabrał też dla towarzystwa swe ulubione zwierzęta, kotka i psa. Talarów jemu, samemu starczyłoby na całe życie. Mimo to zaczął "zbójować", może dla rozrywki, ale raczej dla wyrównania rachunków z możnymi, którzy go skrzywdzili. Tak więc, jak wszyscy szlachetni zbójnicy, Ramża łupił panów i bogaczy, a wspomagał biedotę. Wkrótce stał się stawny we wszystkich okolicznych, zapadłych w lasy wioseczkach, poszukiwany przez żandarmów i ze zgrozą wspominany przez bogatych podróżnych (i to nawet tych z dalszego świata, wszak niedaleko od Ramżowej góry biegnie prastary trakt kupiecki).
 
Ramża działał zwykle bez wspólników, w sposób bardzo przemyślny i nikt tak sprytnie jak on nie umiał unikać pogoni. Konia, na przykład, miał podkutego na odwrót, tak, że ślad podkowy wskazywał kierunek przeciwny jeździe - kiedy Ramża uciekał na północ, pościg ruszał na południe, bo tak były obrócone ślady. Stąd też potem powiadano, że Ramża miał i stopy wykręcone piętami do przodu.
 
Lubił Ramża wiedzieć co się o nim mówi. Niekiedy więc stawał w lesie przy drodze, bez konia, w prostym odzieniu i zagadywał przechodzących ludzi. Ot tak, od słowa do słowa; czy się nie boją tędy chodzić, bo ponoć ten Ramża... Zależnie od tego, jaką dostawał odpowiedź, wynagradzał lub płatał złośliwego figla. Kiedyś podsłuchał z ukrycia rozmowę dwóch bab idących na targ do Orzesza, które niestety mocno na niego wymyślały; że co to za gizd taki, napada, okrada, Boga się nie boi... W pewnej chwili Ramża wyszedł z ukrycia i zapytał grzecznie, dokąd to "babeczki" idą. "A dyć na targ do Łorzyszo ". "O, na torg, to kupcie mi lam po drodze paczka cweków, ja tu byda czekoł, jak pódziecie nazod, to mi ich docie". Baby obiecały i załatwiły sprawunek. Wracając z powrotem, zastały Ramżę na miejscu. Ledwo tylko dostał pinezki do ręki, rozsypał je na kamieniu, po czym zadarł babom spódnice i gołymi tyłkami usadził je na pinezkach. Za to inna kobieta, która w "rozmowie kwalifikacyjnej" mówiła o Ramży bardzo pochlebnie, otrzymała złotego talara.
 
Trudno powiedzieć, czy Ramża sam parał się magią czy też jakaś moc go strzegła. W każdym razie nie wszystko wokół niego działo się naturalnym sposobem. Żadne ostrze się go nie imało, ani kula. Dziwne też rzeczy miały dziać się przy jego jaskini, za jego życia i potem. Ramża był zbójcem rozważnym, nie tak głupim, żeby sobie dobierać niepewnych wspólników lub plątać się w miłostki, jak Janosik czy tam Ondraszek. Dożył więc dość sędziwego, jak na ten fach, wieku. Jednak w końcu i on zginął przez kobietę. Nie przez kochankę - przez służącą, która mu gotowała i usługiwała. Wiedziała ona, jakie Ramża posiada bogactwa, więc powodowana chciwością, zmówiła się z jakimś chłopem ze wsi, aby go zabić i wszystko sobie przywłaszczyć. Stało się to w letnie niedzielne popołudnie, kiedy zbójnik drzemał sobie w słońcu przed jaskinią. Dziewczyna dała znak wspólnikowi i ten uderzył śpiącego potężną drewnianą lagą. Spotkało ich jednak rozczarowanie. Ramża wprawdzie zginął, ale w chwili śmierci zdążył jeszcze krzyknąć; "Kotku, piesku, ratujcie!" i w tym momencie wszystkie jego skarby zapadły się pod ziemię.

Niejeden próbował je znaleźć. Lecz miejsce jest trudno dostępne, a nawet jeśli się je znajdzie, już w pobliżu jaskini ogarnia człowieka niewytłumaczalny strach, tak, że woli porzucić swój zamiar. Upartemu mogą się ukazać różne strachy, najczęściej czarny kot lub pies z kluczem w pysku, bo wierne zwierzęta Ramży wciąż strzegą jego jaskini. Kiedyś podobno wybrała się cała procesja z księdzem i chorągwiami kościelnymi, aby to miejsce poświęcić i zdjąć ze skarbu zaklęcie. Kiedy się tylko zbliżyli, pokazał się pies z kluczem w pysku, a wygląd tak niesamowicie, że wszyscy, nie wyłączając księdza, wzięli nogi za pas.

Skarby Ramży raz w roku same występują z ziemi - dzieje się to w Niedzielę Palmową, kiedy to w kościołach odśpiewuje się Misterium Męki Pańskiej. Kto by je wtedy chciał znaleźć, musi mieć przy sobie święconą wodę i poświęconą kredę. Jeżeli zdąży skarb prędko skropić i obrysować dookoła święconą kredą, będzie mógł wszystko zabrać. Jak dotychczas nikomu się to nie udało. W Jaśkowicach opowiadano jeszcze, że skarb się dopiero wtedy znajdzie, kiedy w tej wsi przyjdą na świat dwa czarne byczki-bliźniaki. Trzeba je wtedy zaprząc do pługa i oborać dookoła całą górę. Wtedy skarb się wyorze i będzie nim można obdzielić całą wieś. Przed kilku laty takie byczki-bliźniaki urodziły się tam rzeczywiście, lecz właścicielka, nie znając legendy, oddała je na rzeź. Nadal więc skarb leży w ziemi, a wejście do jaskini Ramży coraz bardziej zarasta! Udaje się tam czasem trafić, zwykle zupełnie przypadkiem - najczęściej dziecku - i zwykle jeden raz...

                                                                                                                              Aleksandra J. Ostroch
"Powiew legendy" w: Kurier, 57/95, s. 6

stowarzyszenie
stop2
partnerzy
  • UGiM Czerwionka-Leszczyny
  • Zespół Szkół nr. 5 w Bełku
  • IRG gazeta
  • mokczerwionka
  • Cris   ;
  • lksdecorbelk
  • rkmrowrybnik
  • gosilesia
  • wojewodztwoslaskie
  • rybnkcom
  • palowicenet
  • powiatrybnicki